Kaktusiarnia Rumia – Kilka słów o największej w Polsce i jednej z największych w Europie kolekcji kaktusów i innych sukulentów.

Ten wpis nie jest wprawdzie o polskiej przyrodzie, ale o rzeczy szczególnie mi bliskiej i tak naturalnej, w mojej pamięci, jak obecność fotografii w domu.

Od dzieciństwa pamiętam, że między innymi roślinami w domach mojej babci, ciotki i prababci spotykało się kłujące dziwolągi. Prawdopodobnie pozostałość po ulubionych roślinach ś.p. brata babci. Osobiście jeszcze w szkole podstawowej polubiłem uprawianie różnych roślin w swoim otoczeniu, a najbardziej tych najosobliwszych kształtem. Dopiero w wieku pełnoletnim dowiedziałem się, że w moim mieście jest tak duży obiekt zajmujący się kaktusami.

Prywatna kolekcja trwa w Rumi dzięki trzem pokoleniom ludzi. Obecnie jest pod opieką Łucji i Andrzeja Hinzów. W zasadzie od kilku lat trwa postępująca likwidacja obiektu, gdyż właściciele są już w wieku emerytalnym, a utrzymanie tak specjalistycznej i ogromnej uprawy wbrew warunkom klimatycznym to niemal heroiczna praca. Zainteresowanym innymi informacjami podaję link – Kaktusiarnia.

Największa świetność kolekcji przypadła na lata, zanim zajrzało tam moje oko i mogłem się o tym przekonać dzięki starym fotografiom. Dlatego postanowiłem opublikować swoje zdjęcia, których i tak jest stanowczo za mało, ale nadal są świetnym dokumentem.

Niedługo szklarnie całkowicie znikną, postępuje wyprzedaż roślin. Ich ilość, a przede wszystkim mnogość rodzajów jest już mocno ograniczona. Obecnie nie istnieje już jeden z dwóch kompleksów szklarniowych, większy z dwojga. Dlatego dokumentacja jaką kiedyś poczyniłem jest warta publikacji, tym bardziej, że dotyczy właśnie tego nie istniejącego już obiektu.

Miał on wysokość kilku metrów. Składał się jakby z kilku szklarni połączonych łącznikiem. Na archiwalnych zdjęciach rośliny wypełniały szklarnie do samego sklepienia. Warto poszukać w archiwach i obejrzeć jaką potęgą była kolekcja, prywatna przecież. Do tego warto wspomnieć o publikacjach właścicieli w literaturze kaktusowej. W pobliskim budynku było też szereg sezonów miejsce spotkań Gdańskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Miłośników Kaktusów. Link do strony oddziału towarzystwa niestety jest nieaktywny, nie podam go zatem.

Dla osoby, która już nieco zna temat jednak było coś bardziej powalającego niż kilkumetrowe okazy czy te pękate beczkowate piękności z odległych lądów. Rozpiętość kolekcji, mnogość gatunków kładła na łopatki. Dla domorosłego miłośnika zbiory przerastające popularne encyklopedie kaktusowe budziły respekt. Do tego wszelkie poszukiwane okazy, także te opisywane jako trudne w uprawie rosły w najlepsze i to często w formie dojrzałych, starych roślin. Jeśli spojrzeć na to od tej strony to pobliski ogród zoologiczny nie był i nie jest tak wyspecjalizowany i bogaty w liczebność gatunkową.

Myślę, że władze miasta nie są świadome tego ani roli i znaczenia obiektu. …mimo nazywania kolekcji wizytówką Rumi. Taka specjalizacja i fakt prywatności obiektu utrudniało krajowej biurokracji wsparcie i rozwijanie tegoż,  pomimo, że w kraju nic nie może się równać z Rumską kaktusiarnią. W ostatnich dniach rozmawiałem z miłośniczką kaktusów z Niemiec odwiedzającą Rumię i na wieść o likwidacji bliska była zawiadomienia UNESCO 🙂

Wracając do moich zdjęć. Wykonałem we wspomnianym większym obiekcie cztery panoramy sferyczne. Po kliknięciu w miniaturkę można je obejrzeć w przeglądarce internetowej (wymagają dodatku flash). Dzięki panoramom można rozglądać się w różnych kierunkach. W dzisiejszych czasach można by sfilmować wszystko w tej technologii. Tylko nie ma już co… W moich panoramach zabrakło łącznika szklarni, gdzie na podeście znajdowały się znakomite, ciekawe okazy. Nie ma też niskiej a długiej szklarni wyłączonej zazwyczaj niegdyś ze zwiedzania. Mieściły się w niej wysiewy i nieco wspaniałości kryło między nimi. Rosły tam tysiące uroczych siewek. W natłoku pracy i prywatnych spraw umknęła mi możliwość dopracowania panoram, również o np porę kwitnień, czy kolejne zmiany. W międzyczasie przestałem się też trudnić fotografią panoramiczną. …dlatego napisałem, że to zbyt mało. No cóż pokazuję co jest.

Przez ostatnie lata ta przyległa do domu część pełniła funkcję pokazową, a drugi kompleks szklarni wypełniona był młodszymi roślinami, które mnożyły się tam tysiącami w bardziej „produkcyjnym stylu”. Obecnie ten drugi obiekt przejął funkcję całej kaktusiarni. Decyzja o rozbiórce większej części zapadła kilka lat temu. Wtedy to okolicę nawiedziło straszne gradobicie. Do dzisiejszego dnia widać jego ślady na karoseriach samochodów i elewacjach domów. Bryłki lodu ogromnej wielkości zniszczyły też szklarnie, do tego odłamki szyb raniły stare okazy kaktusów. Ten katastrofalny incydent przeważył, jednak do zamknięcia kaktusiarni prowadzi szereg powodów. Nie śmiem poruszać spraw prywatnych, ale to logiczne, że młody wiek i zdrowie nie są nam dane na zawsze. Pracy w kaktusiarni nie brakuje, zwykle można widzieć tam pomagających pracowników. Pan Andrzej mówi jasno, że jest to mimo egzotyki swoiste gospodarstwo rolne. W takim zaś człowiek uwiązany jest na amen. Aby zarysować skalę wspomnę o przesadzaniu i ogrzewaniu.

Każdy przesadza swoje rośliny od czasu do czasu kupując ziemię. Tu dzieje się to na okrągło, ostatnio nawet zimą. Do mieszanki ziemi dla sukulentów potrzeba kilku rzeczy. Część kompostową uzyskuje się w kilkunastu i kilkudziesięcioletnich pryzmach, żwirek i torf przywożą co jakiś czas ciężarówki.

Ogrzewanie zimą – w zasadzie jest jedynie po to, aby rośliny nie zamarzły. W Polsce kaktusy mają za mało światła względem krajów pochodzenia, zwłaszcza zimą. Przestaje się je wtedy podlewać i obniża temperaturę, aby powstrzymać nienaturalny wzrost w warunkach deficytu, to okres spoczynku w kilku – kilkunastu stopniach. Niebezpieczny jest jednak mróz, a jeszcze bardziej wilgoć z chłodem jakiej tu nie brakuje (kaktusiarnia leży w części Rumi wysuniętej w kierunku morza, dolina z podmokłymi łąkami jest tam korytarzem dla wilgotnego zimnego powietrza). Należy zatem ogrzewać tylko dla warunków hibernacji, a nie utrzymania tropików jak można by pomyśleć. Dawniej jak słyszałem potrzeba było na okres zimy 150 ton węgla, w czasie mojej pierwszej wizyty, kilkanaście lat temu, wartości te zmalały już, a jakiś czas temu wymieniany był piec. Lokalny market oddawał też drewno do opału. Palenie drewnem odbywa się jednak na okrągło i oznacza to, że ktoś musi czuwać w nocy…

Ktoś mógłby podnieść wątki ekonomiczne. Jak spojrzeć na handel roślinami, kojarzy nam się z nim przede wszystkim Holandia. Kaktusy są jednak importowane z wielkich upraw np na Teneryfie. Rosną tam pod gołym niebem w najlepszych dla siebie warunkach. Jeśli dodać nawożenie i ogromne zamówienia w handlu zagranicznym – nie sposób z tym konkurować. Widzę co odbywa się w lokalnych marketach budowlanych – rośliny są stawiane jak inny towar i sprzedawane dopóki nie padną, krótka przecena i śmietnik. Największe nawet okazy są tam roślinami dość łatwymi w pomnażaniu i o dużych przyrostach, czyli pospolite (choć ładne). Nikt nie będzie się pochylał nad takimi rarytasami jak choćby Copiapoa Cinerea, Aztekium Hintoni, miniaturowe Turbinicarpusy, wspaniałe Astrophyta i wszelkie poszukiwane gatunki poszczególnych rodzajów. I w tym cały szkopuł oraz wielkość tego co mieliśmy u siebie jako kraj…

Ze smutkiem ale zrozumieniem trzeba zatem podejść do faktu znikania takiego obiektu na skalę kraju i kontynentu.

Zapraszam do wirtualnej wycieczki. Niestety na smartfonach może być problematyczne oglądanie plików flash. Jeśli odnajdę gdzieś pliki źródłowe postaram się przygotować wersję na telefon.

Szklarnia pierwsza

Szklarnia druga

Szklarnia trzecia

Szklarnia czwarta

Dołączę jeszcze kilka zdjęć jakie wykonałem w tamtym okresie. Kilka impresji – zbliżeń niektórych okazów.

12 / 100 Punktacja SEO